Adaptacja – co film i teatr robią z książką

tasma-filmowaAdaptacje literackie na dużym ekranie czy desach teatru zawsze wiązały się z ogromnym rozgłosem. Dlaczego? Bo wiązały i wiążą się z wieloma emocjami. Idąc do kina czy do teatru na historię, którą znamy z kartek książki, mamy już stworzony obraz opowieści, a teraz musimy się zmierzyć z interpretacją autora. Robimy to z ciekawości, albo jedynie po to, by przypomnieć sobie naszą ukochaną opowieść.

Reżyser nie jest, wbrew obiegowej opinii, zobowiązany do wierności fabule adaptowanej opowieści. Książka to jedynie zarys, pomysł, z którego reżyser korzysta i może być mniej lub bardziej wierny oryginałowi. Adaptacja to nie kopiowanie czy przenoszenie w innej formie tej samej opowieści. Tak być może, ale nie musi.

Reżyser może wykorzystać jedynie zarys opowieści lub jej watek, stworzyć nieco inne tło historii wykorzystując rys psychologiczny postaci z książki lub odwrotnie – wykorzystać historię, ale zmienić charakter bohaterów. Możliwości jest naprawdę wiele i pewnie dlatego, gdy dochodzi do przeniesienia jakieś opowieści na ekran kin lub deski teatru, to wśród miłośników danej książki wiąże się to ze skrajnymi emocjami. Wszystko zależy od tego, jaki stworzyli oni sobie obraz owej książki i czego od adaptacji oczekują.

Rozważając ten problem trzeba także zauważyć, że taka adaptacja, by wszyscy byli zadowoleni, rzec można – wierna adaptacja – jest właściwie niemożliwa. Dzieje się tak dlatego, że czytając słowo pisane siłą rzeczy jesteśmy zawsze zmuszeni do wyobrażania sobie fabuły. Wiele rzeczy interpretujemy indywidualnie, zależnie od naszych doświadczeń. W teatrze czy w kinie spotykamy się już z gotową, uproszczoną interpretacją.
Jest jeszcze jeden aspekt związany z adaptacją formy pisanej w kinie czy teatrze. Postawić można bowiem pytanie: skoro to tak trudna sztuka, to dlaczego reżyserowie tak często się jej podejmują? Czemu coraz mniej powstaje nowych filmów, a coraz więcej adaptacji, kontynuacji lub innych nawiązań do znanej już fabuły? Odpowiedź jest prosta. Dzieje się tak po pierwsze dlatego, że w ten sposób podejmuje się sprawdzony, już raz „sprzedany” temat. Można więc przypuszczać, że dana opowieść spodoba się szerszej publiczności. Trafi do tych, którzy książki nie czytali, a Ci którzy ją czytali i pokochali, przyjdą do kina czy teatru chociażby z ciekawości.

Troszkę inną kwestią jest adaptacja klasycznych sztuk i powieści. Wciąż spotykamy na przykład na deskach teatru nowe reinterpretacje Hamleta. Dlaczego jedną historię opowiada się wciąż od nowa? Bo te naprawdę dobrze zarysowane historie są również wyzwaniem dla pracy reżysera. Adaptacja takich opowieści to prawdziwe wyzwanie i próba pokazania światu, jak ja (reżyser) rozumiem daną historię i co mnie akurat w niej interesuje. To jakby próba pokazania indywidualnego sposobu rozumienia danej opowieści, a tym samym wydobycia na światło dzienne własnego ja.

Słownik wyróżnia dwa pojęcie i warto o tym pamiętać. Inną sprawą jest adaptacja, a inną ekranizacja. Adaptacja, jak sama nazwa wskazuje to próba pokazania pewnej historii za pomocą nowego środka wyrazu. Ekranizacja w przeciwieństwie do adaptacji zakłada wierne odtworzenie danej historii – czy jednak – w świetle powyższych problemów jest to możliwe? To sprawa dyskusyjna.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.