Robert Redford amant wszechczasów

Kiedy słyszymy nazwisko Robert Redford na myśl przychodzą nam tak znakomite filmy jak „Żądło”, „Trzy dni kondora”, „Pożegnanie z Afryką”, „Wielki Gatsby”. Większości z nich zapewne byśmy nie zapamiętali, gdyby właśnie nie wyraziste role Roberta Redforda. Ten uważany za jednego z największych amantów współczesnego kina nigdy nie miał ambicji aktorskich. Swoje życie wiązał raczej ze sportem. Zresztą dzięki stypendium sportowemu mógł zacząć naukę na uniwersytecie w Kolorado, z którego zresztą dość szybko został wyrzucony. Próbował więc szczęścia jako artysta malarz. Wyjechał do Europy, gdzie kształcił się w tym kierunku, a następnie kontynuował naukę w Nowym Jorku. Nie była to jednak droga, którą chciał podążać. Ze względu na wyrazistą urodę ktoś zaproponował mu, by poszukał szczęścia w aktorstwie. Redford ukończył więc odpowiednią szkołę dramatyczną i na początek zaczął występować na Brodwayu. Po kilku latach upomniało się o niego Hollywood. Niestety to, co początkowo było jego atutem, czyli uroda, okazało się prawdziwym przekleństwem. Redford wspominał, że ciągle dostawał rolę kochanków, amantów, uwodzicieli. To bardzo mu przeszkadzało i powodowało ogromną frustrację. Aktor zaczął w końcu bardzo starannie selekcjonować role, w których miał grać. Nie zawsze jego wybory były słuszne, bo np. odrzucił rolę w „Absolwencie”, ale przynajmniej samodzielnie kierował swoją karierą. Prawdziwym przełomem było wystąpienie w nietypowym westernie „Butch Cassidy i Sundance Kid”. Redford stworzył tu znakomity duet z Paulem Newmanem. Dwaj bandyci, napadający na banki, to postacie wyjątkowo sympatyczne, reprezentujące dawny Dziki Zachód. Ich świat coraz bardziej się kurczy, a mimo to próbują się nie poddawać i żyć dawnym życiem. Ten komediowo-nostalgiczny western pokazał niesamowite możliwości aktorskie Redforda. Okazało się bowiem, że to nie tylko przystojny i wysportowany mężczyzna, ale aktor z nerwem i charakterem, potrafiącym doskonale wejść w nakreśloną rolę, jednocześnie dodając wiele od siebie. Z Paulem Newmanem spotkał się jeszcze w jednym filmie. Było to słynne „Żądło”, film ponownie reżyserowanym przez G. Hilla. Co ciekawe Redford początkowo odrzucił propozycję roli. Wydawała mu się dość stereotypowa. Zaproponowano ją potem Nicholsonowi, ale i jemu nie przypadła do gustu. Wtedy na scenę ponownie wszedł Robert Redford, który tym razem propozycję przyjął. W filmie zagra rolę Johna Hookera podrzędnego oszusta, którego przyjaciel ginie zamordowany przez potężnego mafiosa. Hooker postanawia pomścić przyjaciela i wymyśla genialny przekręt, do realizacji którego potrzebuje pomocy innego oszusta, którego w filmie zagrał Newman. Film jest znakomity, dowcipny, lekki i finezyjny, a Redford po raz kolejny udowadnia, że nie jest tylko przystojną buzią na ekranie. Sławę aktora wśród płci przeciwnej ugruntował Redford występując w filmie „Pożegnanie z Afryką”, na podstawie powieści Karen Bliksten. Partnerując genialnej Meryl Streep, Redford wciela się w rolę trochę tajemniczego myśliwego, którego główna bohaterka poznała po przyjeździe do Kenii, gdzie wraz z niewiernym mężem założyła plantację kawy. Małżeństwo było nieudane, ale miłość do Czarnego Lądu i Denysa Hattona (w tej roli Redford) okazała się trwała. Film nie jest klasycznym romansem, ale znacznie czymś ważniejszym. Do Redforda znowu zaczęły wzdychać kolejne pokolenia pań, tak bardzo był bowiem interesujący, romantyczny i odległy. Redford nie poprzestaje jednak tylko na grze aktorskiej. W ostatnich latach zajął się też reżyserowaniem, a prywatnie jest wielkim admiratorem ekologii. I wciąż pozostaje bożyszczem kobiet.

Reply